Recenzje

Wczoraj i jutro znaczą tyle samo

Film: "Papusza"

Autor: Amelia zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

„Wczoraj” i „dziś” po cygańsku brzmią tak samo. Jedno słowo „tajsa” więcej mówi o pojmowaniu świata przez społeczność romską niż tysiące innych słów. Jeśli to, co było, znaczy tyle samo, co będzie, to o ileż więcej musi znaczyć to, co jest? U Romów teraźniejszość zajmuje miejsce wyjątkowe, powinna trwać i to trwać wiecznie. W końcu tylko dziś jest ważne i uchwytne. Niepewne jutro zatroszczy się samo o siebie, a wczoraj odeszło już w niepamięć. Tylko co zrobić, gdy chce się pamiętać? Czy wtedy tworzyć poezję? „Piszę wiersze, żebym jutro pamiętał, co czułem wczoraj” – tak na pytanie romskiego chłopca odpowiada Jerzy Ficowski. Podróżujący z taborem Ficowski zna zwyczaje Romów, rozumie ich język, a nawet doznaje podobnych do nich upokorzeń. Jednak nadal pozostaje „gadzio” i może bez konsekwencji wyrażać uczucia dnia wczorajszego. Inaczej jest żyć w tej kulturze od urodzenia. Trudniej być kobietą posłuszną mężowi, od której sprytu zależy, jak przeżyje się dziś. Czy słabością społeczności jest brak owej pamięci? Czy wtedy można myśleć o wczoraj? Czy warto?

Takie pytania towarzyszą mi przy poznawaniu filmu „Papusza”. Myśli kłębią się w mojej głowie jak kurz na drodze cygańskiego taboru, do głosu dochodzą wątpliwości, przypominające zgrzyt kół przesuwanych powoli wozów. Wizualnie piękny obraz, według scenariusza i w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauzego, pozostanie w mojej pamięci dłużej niż owo cygańskie dziś. Dzieło o życiu romskiej poetki Bronisławy Wajs, tytułowej Papuszy, wywołuje emocje, podobne do tych, które rysują się na twarzy głównej bohaterki. Dziękuję za wspaniałą kreację Jowicie Budnik, za uczucia wymalowane na jej twarzy: zaciekawienie, kiedy do taboru dołącza Jerzy Ficowski, onieśmielenie, kiedy uświadamia sobie, że jest poetką, radość, kiedy krąży na karuzeli, smutek i rezygnację po odrzuceniu przez własną społeczność. Kreacja aktorki jest autentyczna, tak jak autentyczny jest cały film, co z pewnością potęgują dialogi w języku romskim. Każda minuta filmowej wędrówki przekonuje mnie, że nie jest to tylko historia konkretnej osoby, ale opowieść o cygańskim świecie, jego wartościach, życiu codziennym w taborze i o tym „wczoraj” i „jutro”, które znaczą tyle samo.

Czas cygański biegnie inaczej, bez konkretnych lat i miesięcy, wymaga dostosowania życia do zachowania przyrody. Jest czas, gdy rozkwitają pąki na drzewach, kupuje i sprzedaje się konie, kąpie w ciepłej wodzie w jeziorze i szuka u wiejskich gospodarzy noclegu, by przetrwać zimę. Miejsce na mapie też pozostaje bez znaczenia. W filmie rzadko pojawiają się nazwy konkretnych miejscowości. Dla społeczności cygańskiej domem jest las, sufitem gwiaździste niebo, ziemia miejscem zabaw, a maliny lekarstwem na każdą chorobę. Las, ognisko na polanie, tabory, wozy, muzyka – porządek świata jest prosty, a „wszystko, co w polu rośnie, co Pan Bóg zasiał, co grzebie i gdacze, można brać”. Cyganie oglądają świat jak swoje odbicie w lustrze – ten motyw często pojawia się w filmie. Ale Papusza chce popatrzeć na wszystko przez lupę znalezioną w spróchniałym drzewie.

Pojęcie cygańskiego czasu i miejsca znajduje odbicie w samej formie dzieła. Wydarzenia nie biegną tu chronologicznie, bardziej przypominają porozrzucane fragmenty życia. Dzień narodzin Papuszy, koncert pieśni jej autorstwa w latach 70-tych, dołączenie do taboru Wajsów Ficowskiego, dzieciństwo i fascynacja dziewczyny nauką pisania i czytania, ponownie lata ukazane wcześniej. Te poszczególne sekwencje życia mają różną długość, a każdy kadr jest obrazem ilustrującym inną chwilę. Przypomina to galerię sztuki, w której każda sala prezentuje inny etap życia i każdą salę wypełnia różna ilość eksponatów. Niektóre z nich zatrzymują mnie przy sobie na dłużej i pozwalają poczuć nić porozumienia z artystą. Niektóre ujęcia filmu trwają na tyle długo, by pozwolić mi dostrzec wszystkie swoje szczegóły i poczuć klimat cygańskiej rzeczywistości. O ile dzieła malarskie przemawiają do mnie głównie kolorem i światłem, o tyle czarno-białe kadry „Papuszy” przemawiają kompozycją i doskonałym rozmieszczeniem poszczególnych elementów. Może zatem to bardziej album z fotografiami rodzinnymi?

Zdjęcia Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia są emocjonalne i realistyczne. Przygotowująca się do ślubu młoda dziewczyna wywołuje współczucie, a siedząca na ławce poetka z młodym drzewem po przeciwnej stronie kadru wzmaga odczuwanie samotności. Realizm ujęć potęguje praca kamery, która się nie zbliża i nie oddala, a także montaż, który unika charakterystycznych dla siebie przejść. O ile dalekie plany zachowują pewną sielankowość, o tyle bliskie przepełnione są bólem. Zbliżenia na koła wozów i przesuwające się zmęczone stopy po śniegu sprawiają, że trud cygańskiej codzienności staje się i moim udziałem. Doznania wzrokowe uzupełnia nastrojowa muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza. Czasem jest tylko tłem, czasem wysuwa się na prowadzenie, porywając do tańca. Słychać śpiew kół i odgłosy przyrody, podkreślające zespolenie społeczności z naturą. Niekiedy cisza staje się głośniejsza niż wszystkie dźwięki razem.

Cyganie chcą być wolni. Dlatego ściągają dziecku po narodzinach pęta, by było lekkie jak piórko, by mogło wędrować z taborem i nigdzie się nie osiedlać. Ale czy są wolni? Niosą jak każda społeczność swój krzyż. Są poniżani, mordowani, odpychani, traktowani jak lenie i złodzieje, zmuszani do osiedlenia, obarczani mandatami za obozowanie w miejscu publicznym czy brak lamp na wozach. I pytanie trudniejsze. Czy sami Cyganie w ramach swej społeczności nie ograniczają wolności? Cygan może traktować źle żonę, ojciec palić kartki chętnej do nauki córki, matka nie puścić dzieci do szkoły, a cała społeczność wykluczyć tego, kto o tym mówi innym.

A może tkwi w tym odwieczna wiara, że słowo to „zaklęcia gadziowskie”, „zła diabelska siła”. Może strach, że będzie się pamiętać, co było wczoraj, a to przyniesie same zgryzoty. „Albo będzie z niej wielka duma, albo wielki wstyd” - tak mówi Cyganka ściągająca pęta z Papuszy. Jaka jest prawda? Wiem jedno, poetka pisała, co czuła wczoraj, żyła dziś jak prawdziwa Cyganka, jutro ją z pewnością zapamięta.

skopiuj url:

Partnerzy