Recenzje

Zanim skończy się lato

Film: "Tamte dni, tamte noce"

Autor: Anna zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Mogłoby się wydawać, że zima powinna powoli dobiegać końca – marzec w końcu zbliża się wielkimi krokami. Za oknem jednak wciąż chłodno i szaro, na niebie kłębią się chmury, a dla niektórych zieleń i błękit już dawno odeszły w zapomnienie. W takich okolicznościach na ekrany polskich kin trafiły Tamte dni, tamte noce w reżyserii Luki Guadagnino, miłosna opowieść osadzona w skąpanych w słońcu Włoszech. Ta intymna historia, będąca adaptacją powieści André Acimana o tym samym tytule, nie pozwala, aby wspomnienia słodkiej beztroski lata dłużej zacierały się w pamięci.

Elio to siedemnastolatek włosko-amerykańskiego pochodzenia, wychowywany w akademickiej rodzinie. Każdego lata jego ojciec przyjmuje stypendystę do pomocy w badaniach – w tym roku wybór pada na Olivera, młodego mężczyznę o nienagannej aparycji, odznaczającego się naturalną pewnością siebie i rozległą wiedzą. Ich stosunki z biegiem czasu coraz bardziej wykraczają poza zwykłą życzliwość – sugerują to rzucane ukradkowo spojrzenia, ciągłe próby nawiązania kontaktu i przelotny dotyk. Zdaje się jednak, że ich relacje od początku budowane są na niedomówieniach i drobnych nieporozumieniach, na niepewności co do intencji drugiej osoby, które przez długi czas powstrzymują bohaterów od podejmowania jakichkolwiek kroków.

Guadagnino z lekkością oddaje charakter północnych Włoch, dostarczając widzom wrażeń zmysłowych niemal tożsamych z palącym uczuciem gorąca na skórze po godzinach przebywania na słońcu. Udając się w styczniu na jeden z premierowych pokazów, w trakcie dwugodzinnego seansu widz zupełnie zatracał świadomość faktu, że po wyjściu z kina czeka go nieprzyjemne spotkanie z zimowym chłodem i w całości oddawał się sugestywności obrazu. Włoskiemu reżyserowi udało się uchwycić doznania szalenie trudne do sportretowania za pomocą środków audiowizualnych; filmowy świat odbiera się tak, jakby jednocześnie angażował kilka zmysłów. Lodowata woda płynąca prosto ze źródła, szorstka faktura muru i miękki dotyk trawy wydają się niemal namacalne. Wyróżniające się zabiegi formalne służą tu również nadawaniu określonych cech bohaterom filmu. Kamera z uwagą śledzi każdy ruch Olivera, wodzi wzrokiem po jego ciele, kierując uwagę na jego atrakcyjność fizyczną. Już w pierwszych scenach nakreśla to zainteresowanie Elio jego osobą; siedemnastolatek – podobnie jak kamera – nie spuszcza wzroku z młodego mężczyzny.

W filmie Guadagnino wszechobecne są wielokulturowość i zamiłowanie do sztuki. Elio płynnie posługuje się trzema językami, gra na pianinie, a wieczorami wspólnie z ojcem przysłuchuje się matce, która czasem – nie znalazłszy w pobliżu innego wydania – z wolna przekłada im niemieckie tłumaczenie renesansowej noweli. Bohaterowie filmu Guadagnino ponad wszystko upodobali sobie kulturę antyczną. To jej wzorce wyznaczają kanon piękna, stanowią obiekt pożądania i pozwalają odkrywać tajemnice cielesności. Gdy Oliver pochyla się nad wyłowioną z wody rzeźbą, oczarowany jej pięknem dotyka jej ust. Zaledwie kilka scen później widzimy, jak wykonuje analogiczny gest względem Elio, w chwili, gdy po raz pierwszy śmielej okazują sobie uczucia. Zrównuje nastolatka z dziełem sztuki, które uważa za ucieleśnienie piękna, ideał i najszczerszy obiekt fascynacji.

Ponadprzeciętna erudycja młodego Elio zestawiona jest z lekką nieporadnością w sferze seksualnej, typową dla osób, którym brakuje doświadczenia. Siedemnastolatek wciąż eksploruje swoje ciało, eksperymentuje, szuka granic własnej cielesności. Po raz pierwszy mierzy się z siłą własnych uczuć i w całości oddaje się emocjom, które nim zawładnęły. Nadaje to obrazowi autentyczności, lekkości, a nierzadko nawet i humoru. Kontrast ten pozwala urzeczywistnić osobowość nastolatka i tworzy postać, z którą – mimo że czasem ociera się o pretensjonalność – łatwo się identyfikować.

Luca Guadagnino to uznawany na świecie reżyser. Choć jego filmy nie cieszą się szeroką publicznością, spotykają się z pozytywnym przyjęciem fanów kina europejskiego. Tamte dni, tamte noce to jego najnowszy, a zarazem najgłośniejszy tytuł. Zamyka on tematyczną trylogię Pożądanie, wykorzystując motywy znane z jego poprzednich dzieł, ale równocześnie wnosi w nie powiew świeżości. Sielskość, wakacyjna beztroska i długie rozmowy w iście rohmerowskim stylu – wszystko to tworzy poczucie bliskości z bohaterami, obnaża przed nami ich pragnienia i pasje. Sposób nakreślania zmysłowości przywodzi z kolei na myśl twórczość Bernardo Bertolucciego; zdaje się nawet, że jest on dla Guadagnino osobistym mistrzem opowiadania historii.

Namiętność to jeden z najistotniejszych elementów obrazu; kreowana przez Lucę Guadagnino rzeczywistość to znany już świat uwodzicielskiego dotyku i płomiennych uczuć. Reżyser odchodzi tu jednak od dosadnego ukazywania nagości, do którego przyzwyczaił widzów w swoich poprzednich filmach. Wyjątkowo stawia na subtelność, potrzebę dotyku drugiego człowieka, wynikającą z czystego zafascynowania jego osobą. Trylogię Pożądanie wieńczy dziełem gloryfikującym bliskość i intymność, gdzie pociąg seksualny częściowo ustępuje miłości, a fizyczność stanowi idealne dopełnienie relacji zbudowanej na podstawach wykraczających poza pożądanie.

Timothée Chalamet i Armie Hammer (wcielający się w role odpowiednio Elio i Olivera) tworzą na ekranie parę zmysłową i niezwykle naturalną. W scenach zbliżeń intymnych nie ma miejsca na wymuszone gesty i aktorską niezręczność; jest chemia, magnetyzm, otwartość. Chalamet powoli odkrywa przed widzem zniuansowany charakter odgrywanej przez siebie postaci, a okazji, by zabłysnąć dojrzałością interpretacyjną, ma niemało. U jego boku Armie Hammer wspina się na wyżyny swoich umiejętności aktorskich, przedstawiając nie tylko pociągającego, lekko zuchwałego młodzieńca, ale skupiając się również na jego wewnętrznych dylematach. Ukazuje, jak bohater przez długi czas stara się zwalczyć własne pragnienia – zarówno Oliver, jak i Elio doskonale zdają sobie sprawę, że lato wkrótce dobiegnie końca, ale to starszy mężczyzna jest świadomy wpływu, jaki mogą na nich wywrzeć wydarzenia wakacyjnych miesięcy.

W końcowym rozrachunku losy bohaterów wcale nie są tak istotne, jak mogłoby się wydawać. Tamte dni, tamte noce to przede wszystkim celebracja miłości i zmysłowości, refleksja nad ulotnością. Guadagnino pokazuje nam świat, w którym powściągliwość i rozwaga inteligentnych, wykształconych ludzi ulegają potrzebie namiętności. Z ekranu wylewa się przeświadczenie o efemerycznym charakterze doznawanych wrażeń, ale żal nad utraconymi chwilami pojawia się tu na krótko. Zastępuje go krytyka bierności wobec szans, które przed nami stoją; to, że czasem warto bez względu na wszystko oddać się szałowi uniesień.

skopiuj url:

Partnerzy