Recenzje

Kształt wody. Kształt miłości.

Film: ""Kształt wody""

Autor: Natasza zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

      Del Toro, reżyser „Kształtu wody”,po motyw baśni dla dorosłych widzów sięgnął już po raz drugi- sukces przyniósł mu wcześniejszy „Labirynt Fauna” (2006). Jednak to nie jest twórca, który szukając prostych rozwiązań, powielałby stworzone przez siebie schematy. Pozornie proste love story pokazuje nam historię zakochanych w sobie postaci, de factood pierwszego wejrzenia, niemej sprzątaczki Elisy (ciekawa w tej roli Sally Hawkins) oraz tajemniczego morskiego stwora, człowieka-amfibii (Dough Jones) z Ameryki Południowej, przywiezionego do laboratorium, w którym pracuje bohaterka. Zyskujący już od pierwszych minut filmu sympatię widza Elisa, jej przyjaciel artysta, dość stereotypowo przedstawiony jako gej, Giles (Richard Jenkins) oraz współpracowniczka, Afroamerykanka Zelda (Olivia Spencer) próbują uratować odmieńca przed brutalnymi działaniami pseudonaukowców.Czy brzmi to trochę infantylnie, sztampowo? Pewnie tak, ale mamy przecież do czynieniaz baśnią, która współcześnie jest odbierana jako forma prosta i niewymagająca głębokiej interpretacji.

      Otrzymujemy więc podany na talerzu obraz krytyki świata wojny (na co wskazuje nam czas akcji filmu oraz wyraźne tło polityczne), świata chłodnej kalkulacji, wyrachowania oraz nieufności do wszystkiego, co inne. Do głowy przychodzi znany każdemu cytat Mickiewicza: „(…)Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce./Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!(…)”. Ta romantyczna wizja, dopełniona wręcz dziecięcą wrażliwością Elisyna otaczający świat, kontrastuje z zimnym obrazem instytutu naukowego. Wrażenieto potęgują nawet dominujące barwy pojawiające się w nagraniu- sceny kręcone w mieszkaniu Elisy przesycone są ciepłymi kolorami, sugerującymi przytulność miejsca, stanowiącego ostoję zarówno dla kaleki, homoseksualisty oraz człowieka-amfibii. Można by zarzucić reżyserowi zbytnią „poprawność polityczną”. „Ludzkimi” bohaterami filmu twórca uczynił odmieńców. Czy nadanie „Kształtowi wody” tylko wydźwięku socjologicznego- politycznego nie jest jednak nadinterpretacją? Celem kreacji głównych postaci, jest przede wszystkim chęć pokazania siły uczucia bez względu na to, jaką ono formę przybiera. Kształt miłości, podobnie jak kształt wody, jest całkowicie dowolny, a zależy jedynie od osób, które tę miłość dają, bądź są nią obdarzane. Nie doszukujmy się więc w tym dziele jedynie, próbujących się wpisać we współczesną tendencję, scen przeciwko dyskryminacji. Del Toro każe widzowi w każdym wieku, na dwie godziny zapomnieć o racjonalnym sposobie postrzegania rzeczywistości.Liczą się uczucia sprzątaczki, absurdalny plan ucieczki, stwór, nieposiadający nawet umiejętności jasnego komunikowania się z otaczającym go światem. To wszystko po to,aby na nowo odkryć w sobie dziecko i ronić łzy w ostatnich scenach filmu.

      Emocjonalność nie jest jednak jedynym walorem „Kształtu wody”. Aby nazwać film dobrym, powinien on przecież wnosić coś jeszcze, oprócz gry na uczuciach. Artystyczne walory produkcji podkreśla dobór aktorów; na szczególną uwagę zasługują dwie, przeciwstawione sobie postaci, wspomniana już wcześniej Elisa oraz czarny charakter Richard Strickland, grany przez Michaela Shannona. Niewątpliwym atutem staje się w filmie nietypowa uroda Hawkins, chwytająca za oko, jednak daleka od współczesnego ideału piękna. Sceny zbliżeń miłosnych z jej udziałem nie powodują więc wrażenia „przesłodzenia”, a stanowią prawdziwie artystyczne dzieło. Miłość jest więc u del Toro zarówno ślepa, jak i niema. Hawkins reprezentuje wysoki poziom gry aktorskiej- już samo wcielenie się w postać komunikującą się ze światem jedynie za pomocą gestów, wymaga kunsztu aktorskiego. Znakomicie zagrał również Shannon, wcielając się, nie pierwszy raz zresztą, w czarny charakter.

      Otrzymujemy obraz filmu idealnego pod względem odbioru- przeciętny widz zobaczy pełną wzruszeń historię miłosną, a koneser kina zwróci uwagę na świetną formę, jaka została jej nadana. Nie jest to wygórowane określenie dla tak doprecyzowanego dzieła- wspomniani już wcześniej, wybitni w swoich rolach, aktorzy, nadająca niepowtarzalny klimat muzyka Alexandra Desplata (znanego chociażby ze ścieżki dźwiękowej do „Grand Budapest Hotel”) oraz wyjątkowy, dopracowany za sprawą scenografii, klimat lat 60 (wyczuwalne hasło „Make love, not war”). Jest to film, w którym każdy znajdzie coś, co pozwoli mu o nim pamiętać, a nie wstać przed napisami końcowymi, otrzepać kolana z popcornu i pójść w kierunku wyjścia.

 

 

skopiuj url:

Partnerzy