Recenzje

Coś o tym, czego się nie robi

Film: "Zjazd absolwentów "

Autor: Kamil zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Na początku suniemy przez pusty szkolny korytarz i w towarzystwie przytłumionych, niewyraźnych odgłosów charakterystycznego dziecięcego gwaru. To niepokojące ujęcie stanowi przedsionek i zarazem ważną klamrę kompozycyjną „Zjazdu absolwentów”, debiutu reżyserskiego szwedzkiej artystki Anny Odell. Obraz zimnego, nieprzyjaznego oblicza szkoły, intuicyjnie kojarzącej raczej się z dziecięcą beztroską, jest zapowiedzią osobistej rozprawy z demoniczną częścią oblicza szkoły, która Odell kojarzy się raczej z ciągłą walką z szykanami i poniżeniami ze strony rówieśników. Kiedy więc nie zostaje zaproszona na klasowe spotkanie po latach, postanawia „zorganizować” własne: reżyseruje wizję spotkania z własnym udziałem, na którym wyznaje wszystkim krzywdy, jakie wyrządzili jej przez dziewięć lat szkoły. Przybiera więc prowokacyjną rolę klasowego sumienia, czym zakłóca obraz beztroskiego dzieciństwa. Wywołany przez to dysonans prowadzi w końcu do ujawnienia trwałości hierarchii utworzonej w dzieciństwie.

Działanie Odell wydaje się posiadać wszelkie znamiona zemsty, zwłaszcza ze względu na fakt, że w obrazie spotkania decyduje się odegrać własną rolę: wzmaga to prowokacyjny, oskarżycielski charakter pierwszej części filmu. Wizja spotkania to jednak z założenia tylko subiektywna interpretacja relacji panujących w dawnej klasie Odell, która ma stać się zalążkiem dla dalszego procesu artystycznego. „Zjazd absolwentów”, nie ma być z założenia oskarżycielskim rachunkiem krzywd z dzieciństwa, ale artystycznym badaniem natury relacji międzyludzkich i tworzących się między jednostkami układów hierarchicznych. Odell stawia także ważne pytanie o to, czy istnieje w naszym społeczeństwie miejsce na – z natury niewygodny – temat bolesnych wydarzeń i emocjonalnych trudności, który tak łatwo sprowadzić do miana banalnego narzekania.

Rozważania te pogłębia w drugiej części filmu, paradokumentalnym zapisie spotkań Odell ze znajomymi i ich reakcji na prowokacyjną wizję zjazdu, za pomocą której artystka stara się pobudzić rozmówców do dyskusji na temat wspólnej przeszłości. Proces konfrontacji z perspektywą jej prześladowców odsłania problem plastyczności pamięci, wypierania z niej niewygodnych faktów. Wizja Odell najczęściej kłóci się z obrazem widzianym przez jej dawnych znajomych, którzy mają całkowicie odmienny obraz klasowej hierarchii i często nie są świadomi swojej prześladowczej roli. Nie wszyscy zgadzają się na spotkanie, co popycha artystkę do działań przekraczających nieco granicę dobrego smaku, jak próby dotarcia do znajomych poprzez oczekiwanie pod ich domem lub w miejscu pracy.

Film może jednak budzić moralne wątpliwości przede wszystkim ze względu na swoją formę. Tak wizja spotkania po latach, jak i rozmowy z rówieśnikami są zrealizowane w paradokumentalnym stylu, co powoduje, że są nadzwyczaj realistyczne w odbiorze. Jest to w dużej mierze zasługą naturalnej gry aktorów, którzy byli zachęcani przez Odell do używania własnych kwestii i korzystania z własnych doświadczeń. Nie unika także „pustych” ujęć ubogich w akcję, niezręcznych przerw między dialogami, czy niejasnych sytuacji komunikacyjnych. Ostrożnie korzysta także z muzyki: występuje tylko wtedy, gdy słyszą ją także bohaterowie. To wszystko sprawia, że jesteśmy więc skłonni uwierzyć w prawdziwość obserwowanych sytuacji. Tymczasem nawet rozmowy Odell ze znajomymi, które faktycznie się odbyły, są na ekranie zrekonstruowane przy pomocy kolejnych aktorów. W ich kreacjach także musi zawierać się pierwiastek interpretacyjny. Fakt ten może wywołać wątpliwości natury moralnej: odgrywane postacie i relacje nie są bowiem fikcyjne, ale prawdziwe, czujące jednostki. Film dotyka więc także kwestii istoty sztuki: tego, czy istnieje granica artystycznej wizji i interpretacji związana z wkroczeniem w strefę prywatności innego człowieka.

Wydaje się jednak, że w miarę postępu akcji wątek konfrontacji z prześladowcami i analizy klasowej hierarchii staje się sam w sobie coraz mniej istotny. Staje się się on natomiast narzędziem do szerszej refleksji na temat subiektywizmu w odbiorze przeszłości, odpowiedzialności za własne czyny i emocje innych ludzi czy nawet natury zła, które możemy wyrządzać nawet nieświadomie. Problemy te nie znajdują w filmie żadnych łatwych wyjaśnień i chodź pogodzenie się z bolesnymi wspomnieniami jest wyraźnie zaakcentowane, kiedy Odell siada z przyjacielem na dachu szkoły, ból z pewnością nadal przechadza się po szkolnym korytarzu i jest przeżyciem formatywnym, którego nie da się tak po prostu pozbyć. Choć w ostatnich scenach – silnie posiłkujących się symboliką, a więc odbiegających od dotychczasowego dokumentalnego formatu – można dostrzec optymistyczne zaproszenie do dialogu, zwracania uwagi na drugiego człowieka i jego uczucia, uczucie katharsis jest niepełne. Nie trudno bowiem uzasadnić całkowicie przeciwną interpretację nakreślonej przez Odell myśli. Przedstawione wcześniej rozmowy dowodzą przecież, jak niejasny i pełen nieporozumień jest świat relacji międzyludzkich. Niemożność sformułowania obiektywnej wizji przeszłości może dowodzić, że prawdziwe porozumienie między dwiema jednostkami jest w istocie nieosiągalne i oferuje tylko pozory przynależności. Wyjątkowość każdej jednostki w tym kontekście jest przerażająca, bo łączy się z samotnością, od której nie ma prawdziwej ucieczki.

„Zjazd absolwentów” z zamysłu ma być jednak głównie dokumentacją długiego procesu twórczego, odpowiedzią na pytanie: „co by było, gdyby…” i analizą reakcji na zderzenie z przeszłością oraz z obrazem siebie w oczach innej osoby. Paradokumentalna formuła, chodź kontrowersyjna, doskonale służy założonemu celowi, odpowiednio akcentując jego długość i piętrowość. Chodź film traktuje o niełatwych z emocjonalnego punktu widzenia kwestiach, Odell daleko do arbitralnej oceny kondycji społeczeństwa. Jej doświadczenia, a przede wszystkim rekonstrukcje rozmów ze znajomymi stają się jednak podłożem na którym widz może snuć własne rozważania, stając się tym samym częścią twórczego eksperymentu, co tym samym zbliża dzieło Odell do gatunku performansu. Wydaje się, że to właśnie ubranie osobistej tematyki w ciekawą, eksperymentalną, a także profwokacyjną formułę jest tym, co czyni dzieło Odell wyjątkowym. „Zjazd absolwentów” oferuje unikalne spojrzenie na istotne tematy, przez co głęboko zapada w pamięć i trudno przejść wobec niego obojętnie.

skopiuj url:

Partnerzy