Recenzje

Teatr o wielu scenach

Film: "Klient"

Autor: Maksymilian zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

"Klient", dzieło Asghara Farhadiego (można się pokusić o to określenie, bo był jego producentem, reżyserem i scenarzystą), to produkcja wyjątkowa i wielopłaszczyznowa. Zmieszane są w niej elementy kameralnej opowieści o miłości poddanej próbie, dramatu społecznego obnażającego problemy współczesnego Iranu i przepełnionego napięciem thrillera przypominającego najlepsze dzieła Alfreda Hitchcocka, tworzące razem jednorodną i spójną opowieść.

Zgodnie z podstawową zasadą króla dreszczowców, film rozpoczyna się trzęsieniem ziemi (dosłownie), a potem napięcie cały czas rośnie. Emad i Rana, mlode małżeństwo aktorów, pracujące właśnie nad wystawieniem "Śmierci komiwojażera" w lokalnym teatrze, musi opuścić swoje mieszkanie, ulokowane w walącym sie bloku. Tymczasowo wprowadzają się więc do domu należącego do ich kolegi z zespołu. Wydaje się, że sytuacja jest opanowana. Rana, słysząc sygnał domofonu, bezwiednie otwiera drzwi, pewna, że wpuszcza męża. W następnej scenie widzimy ją nieprzytomną w szpitalnym łóżku. Okazuje się, że została pobia i zgwałcona. Życie bohaterów w mgnieniu oka wali się tak jak budynek, który w pośpiechu opuścili.

Od strony formalnej, film prezentuje swoisty "artystyczny nieład" – w każdym aspekcie drobiazgowo zaplanowany i ułożony, ale w taki sposób, by sprawiać wrażenie naturalności, dokumentalizmu i pewnego chaosu. Kamera wciąż wierci się niespokojnie, podążając za bohaterami, scenografię stanowią najzwyczajniejsze mieszkania i uliczki, a fabuła, bardziej od hollywoodzkiego scenariusza przypomina historię z życia, którą moglibyśmy usłyszeć od sąsiada. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się, widać, z jak kunsztownie skomponowanym dziełem mamy do czynienia. Geniusz filmu polega między innymi na tym, że życie zwykłych Irańczyków przebiega tam zgodnie z zasadami klasycznego dreszczowca, ale w taki sposób, że widz nie dostrzega w tym nic dziwnego. Reżyser wciąż igra z naszymi oczekiwaniami i niepewnością, podsuwając kolejne tropy i przypuszczenia, często prowadzące do ślepych uliczek. Rozkłada akcenty, dylematy i zwroty akcji tak, by osiągnąć maksimum napięcia i zaskoczenia. Każda postać i każde wydarzenie, nawet pozornie błahe, ma istotne znaczenie fabularne.

Za fasadą tej prostej, choć misternie utkanej obyczajowej historii Farhadi snuje uniwersalną refleksję na temat miłości, przebaczenia i przemiany człowieka pod wpływem traumy. Z dużą psychologiczną głębią maluje portret zdruzgotanej kobiety, niemogącej przetrawić tego, co się wydarzyło i normalnie funkcjonować. Na pierwszym planie znajduje się jednak Emad i kryzys męskości, jaki przeżywa, podobnie do odgrywanej przez siebie w teatrze postaci Williego. Z początku reaguje całkowitą biernością, próbuje udawać, że nic się nie wydarzyło, jednak całkowite rozchwianie emocjonalne żony i jego kompletna bezradność wobec niego zmuszają go do działania. Ten spokojny, łagodny intelektualista musi przejść ciężką próbę, która udowodni jemu samemu i całemu światu jego wartość jako mężczyzny. W miarę prowadzonego przezeń śledztwa, rośnie w nim chęć dopadnięcia sprawcy i zemsty, a w jego żonie – do przebaczenia i zapomnienia. To pogłębia i tak ogromną przepaść, jaka się między nimi pojawiła i czyni powrót do rzeczywistości coraz trudniejszym. Całe to bogactwo emocji mistrzowsko wyrażone jest za pomocą subtelnego, delikatnego aktorstwa, w którym główną rolę odgrywają półsłówka, spojrzenia i długie chwile ciszy.

Dla pełnego zrozumienia filmu, trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, czego w nim nie ma, to, czego bohaterowie nie robią i o czym nie rozmawiają. Tutaj ujawnia się jego społeczna wymowa, swoim milczeniem piętnująca społeczeństwo Iranu. Z jednej strony widzimy normalny kraj ludzi otwartych i dobrze wyedukowanych, nieustępujący w niczym Zachodowi, z drugiej – zacofane społeczeństwo, które wszystkie sprawy seksualne przykrywa całunem tabu, a gwałt uważa przede wszystkim za potworną hańbę dla kobiety. Emad, by cokolwiek zdziałać, musi wciąż posługiwać się półprawdami i niedopowiedzeniami, bo wszyscy z jego otoczenia wstydzą się nawet pomyśleć, że coś takiego mogło mieć miejsce. Pozornie przyjacielska i zżyta lokalna społeczność okazuje się grupą hipokrytów, całkowicie skrępowanych przez obowiązujące normy i obyczaje. Ani razu nie znajdziemy w filmie bezpośredniego ataku na te kwestię, jednak kilka nerwowych spojrzeń i chwil niezdrowego milczenia wystarcza za wyrazisty, choć niemy akt oskarżenia.

Wielu może twierdzić, że przyznanie "Klientowi" Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny motywowane jest przede wszystkim politycznie – Farhadi, po wydaniu przez prezydenta Trumpa dekretu zamykającego granice USA dla imigrantów z Bliskiego Wschodu, zdecydował się zbojkotować ceremonię wręczenia nagród. Może za tym przemawiać także wyraźnie feministyczne przesłanie filmu. Co by nie sądzić na ten temat, trzeba jednak przyznać, że statuetka jest w pełni zasłużona, a "Klient" jest jednym z najlepszych filmów ubiegłego roku.

skopiuj url:

Partnerzy