Recenzje

Innego końca świata nie będzie

Film: ""Syn Szawła""

Autor: Agata zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

W 2015 roku światem filmu poruszył 28-letni Lẚszló Nemes. Jego debiut fabularny zdobył między innymi nagrodę Grand Prix Festiwalu w Cannes, Złotego Globa, czy w końcu Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Kiedy w 2010 roku Nemes zaczynał pracę nad swoim dziełem, mało osób wróżyło mu sukces. Ale on wiedział, że chce opowiedzieć to, czego dobrze opowiedzieć się nie da. Że chce zmierzyć się z niewyobrażalnością i ogromem zagłady Holocaustu.

„Syn Szawła” to oczywiście nie pierwszy film, który opowiada o brutalności wojny, czy o całopaleniu właśnie. Temat ten poruszają m.in. uznane wśród krytyków „Lista Schindlera”, „Życie jest piękne”, czy „Pianista”. Nemes odcina się jednakże od nich grubą linią, powtarzając, że on, kręcąc swój obraz chciał zerwać z dotychczasowym sposobem pokazywania zagłady na ekranie, który w jego odczuciu jest zbyt ckliwy i mimo wszystko daje odbiorcy jakąś przyjemność i umożliwia mu przeżycie oczyszczającego katharsis.

Szaweł, główny bohater węgierskiego filmu na pocżątku nie wzbudza naszej sympatii, trudno też się z nim zidentyfikować. Jest on członkiem oddziału Sonderkommando - ludzi, którzy w obozach koncentracyjnych zmuszeni byli do obsługi komór gazowych, czy do prac porządkowych. Pewnego dnia w komorze znajduje on jeszcze żyjącego chłopca, którego zaczyna traktować niczym własne dziecko. Szaweł pomimo tego, że jego potomek musi zostać zabity, postanawia znaleźć rabina i godnie, w zgodzie z tradycją żydowską go pochować. Naraża przy tym na śmierć swoich towarzyszy, działając irracjonalnie i wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Trudno jednak go zachować kiedy żyje się w piekle. Tak bowiem ukazane jest w filmie Auschwitz. Lẚszló pytany o „Syna Szawła” wielokrotnie powtarzał, że przede wszystkim kierował się trzema zasadami: tym, aby ten film nie był ładny, aby nie był wzruszający i aby nie był horrorem. Zdecydował się więc na pokazanie obozu z perspektywy jednostki. Kamera skupia się na twarzy głównego bohatera, bądź podąża za jego plecami. Mimo, a może właśnie dzięki zawężonemu polu widzenia, widz czuje dyskomfort i przytłoczenie i wspomniane przeze mnie wcześniej piekło obozu. Ujednolicenie barw na szarości, brązy i beże oraz redukcja, a właściwie brak muzyki tworzą obraz tak realistyczny, że aż uwierający odbiorcę. Mimo ograniczonemu kadrowi widz intuicyjnie dostrzega ogrom tragedii i przemoc pokazaną trochę beznamiętnie i tak „poza kadrem”. Poprzez takie „ciasne obrazowanie” twórcom udaje się także niezwykle apokaliptycznie ukazać miejsce, jakim był obóz koncentracyjny. Ciągle spaliny, ciemność, natłok języków, panujący chaos. Z ekranu aż bije pytanie: a gdzie w tym wszystkim człowieczeństwo?, tak szeroko chwalony dziś humanizm? A w odpowiedzi tylko uprzedmiotowienie i taśmowa śmierć. Elementem, który może pozwolić Szawłowi ocalić jego ludzki pierwiastek jest tylko godne pochowanie swojego syna. W taki sposób buntuje on się przeciwko przesądzonej śmierci i dehumanizacji. Węgierski reżyser pokazuje więc Auschwitz jako przemysłową fabrykę śmierci (podobnie kwestię Holocaustu ukazał Zbigniew Libera tworząc z klocków lego miniaturowe obozy koncentracyjne). Szaweł (grany przez Gézego Röhrig, dla którego jest to debiut, na co dzień jest on bowiem poetą) jednak zostawia widza z nutką nadziei. Jego kończący film uśmiech (zresztą jedyny w tym filmie, w pozostałej części filmu bohater stroni od emocji i jest raczej beznamiętny) po zobaczeniu żywego dziecka może być symbolem tego, że w przyszłych pokoleniach powinnyśmy upatrywać ratunku i „normalności”, jednak jest to niestety też przestroga, że „dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny”.

„Syn Szawła” to film, który niewątpliwie powinno się zobaczyć. Wiele osób twierdzi, że jednak tylko raz. Albo mówi, że obraz ich zmęczył, przytłoczył, czuli się niekomfortowo.     I trudno o lepszą i bardziej szczerą recenzję. Takie słowa są dla twórców sukcesem. Bo nie powinno się czuć przyjemności z oglądania wojny, czy zagłady, jaką zgotował człowiek człowiekowi. Temat holocaustu pojawi się na ekranie zapewne jeszcze nie raz. Chociaż oryginalnie zachowały się tylko cztery fotografie ukazujące tę tragedię, to nigdy nie zabraknie świadectw, aby spróbować ukazać jej skalę. Lẚszló Nemes zrobił to bez krzty fałszu. Za nim przyjdą kolejni, którzy będą usiłować przekazać, że „ludzkość musi położyć kres wojnie, bo inaczej wojna położy kres ludzkości”. Tylko czy jesteśmy gotowi, aby ich wysłuchać?

skopiuj url:

Partnerzy