Recenzje

Rygor ku czci wolności

Film: "Capitan Fantastic"

Autor: Ewa zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Cywilizacja XXI wieku zdaje się odczuwać przesyt własną bytnością; w szklanych korpo-mrowiskach, w zagraconych marketach, na jaskrawych ekranach szerzy i kłębi się zmęczenie. Świat żądny jest alternatyw, a naprzeciw tym żądzom i żądaniom ochoczo wychodzi kino- kultowe „Wszystko za życie”, świeże „Dzikie łowy”, groteskowy „Człowiek-scyzoryk”. I, gdzieś w szeregu, pomiędzy tematycznymi towarzyszami, „Capitan Fantastic” w czerwonym garniturze.

Obraz Matta Rossa jest przede wszystkim sprzeczny w emocjonalnym odbiorze. Ambiwalentne odczucia wzbudza już na poziomie jednostki, a w szerszym gronie widzów godnie służy jako impuls do żarliwych (i zażartych) dyskusji. Film można kochać z całego serca, można go również z całego serca nienawidzić- w obu przypadkach świadczy to o niezaprzeczalnej skuteczności.

Rodzinne plemię Cashów poznajemy w nienaturalnie naturalnym środowisku na moment przed życiową katastrofą. Jako widz zostajemy oprowadzeni po neo-prymitywnej wiosce na skraju „normalności” dość ogólnikowo, acz dosadnie; już w pierwszych minutach klaruje się obraz charakteru rytuałów pod batutą ojca- hipisa. Postać Bena, jeśli już o niej mowa, od początku do końca będzie sylwetką najmocniej zarysowaną, kompletną w swojej złożoności, choć będącą również wypadkową pewnych schematów i stereotypów. Dopełnienie głównego bohatera stanowią jego dzieci- sztuk sześć. W tym przypadku sprawa wygląda nieco inaczej- choć każde z nich otrzymuje ślady osobowości, momentami nawet rozbieżnej w stosunku do rodzeństwa, szóstka latorośli zdaje się być raczej podmiotem zbiorowym niż grupą autonomicznych postaci. Niektóre elementy układanki są zdecydowanie wyraźniejsze (jak najstarszy syn z ambicjonalnymi rozterkami, czy jego brat ze średniej półki wiekowej o wyraźnie odmiennym zapatrywaniu na pustelnicze życie), a niektóre- tak jak w przypadku dwóch sióstr podobnych i aparycją, i zachowaniem, zdają się być tylko błędnym rozszczepieniem jednego bohatera na etapie scenariusza.

Fabularnie film jest raczej typowym kinem drogi skorelowanej z motywem przemiany. Między punktami A i B zarysowanymi na mapie znajduje się charakterologiczny i charakterny kalejdoskop. I nie ma w tym nic złego- choć kino widziało tego typu zagranie nie raz i nie dwa (i nie dwieście nawet), nie można odmówić mu faktu następującego- funkcjonuje jak powinno. Gorzej zaczyna się dziać, kiedy do sztampowego i wyświechtanego motywu drogi wpleciona zostaje równie sztampowa i wyświechtana symbolika. Ścięcie włosów jako znacznik przemiany chociażby. Tego manewru i w filmie i w kulturze wszelakiej już chyba nikt nawet nie liczy. Na obronę Capitana Fantastica przemawia fakt, iż po akcie zdewastowania hipisowskiej brody, znaku dzikiej wolności, akcja zaczyna się zniekształcać, odrzeczywistniać, mętnieć nawet. Zaserwowany zostaje chwyt w stylu deus ex machina (a w zasadzie- filius ex machina, i to dosłownie!), największy buntownik stada nagle łagodnieje, cała szóstka ot tak porzuca dotychczasowe poczucie etyki i, zaskakująco nieszukana przez absolutnie nikogo, z szerokim uśmiechem spełnia wyjątkowo kontrowersyjną ostatnią wolę matki. Pierworodny, który marzył o normalnym życiu w świecie reguł porzuca wszystko, by kontynuować ojcowski los dobrowolnego tułacza, a w ostatniej scenie znormalizowana rodzina spożywa do tej pory wysoko zakazane płatki z kapitalistycznej świątyni cywilizacyjnej zgnilizny. I tu można się zastanawiać- czy historia faktycznie potoczyła się tak pokrzywionym torem, czy jest to jedynie alternatywna wizja wyświetlana w głowie głównego bohatera? Niedopowiedzenie, nawet jako interesująca forma zagrywki z widzem, pozostaje niedopowiedzeniem.

Ciekawym zjawiskiem jest także zależność: im bardziej racjonalne według powszechnie przyjętych reguł są motywy i działania poszczególnych filmowych pionków, tym mniej za nimi przepadamy. Siostra i szwagier głównego bohatera- czy nie postępują dokładnie tak, jak my sami, wytwory współczesnej cywilizacji, byśmy postąpili? I czy nie budzą w nas jednocześnie lekkiego oburzenia i politowania? Teść, dziadek, człowiek po utracie jedynego dziecka- czy nie odbieramy go jako oschłego starca o burżuazyjnych naleciałościach, choć, w gruncie rzeczy, postępuje w imię rodzinnego dobra? Tak samo pewne reakcje wychowanków leśnej osady. Momentami wydają się być pierwotne, przejaskrawione, doprowadzone do stanu emocjonalnej hiperboli. Ale czy właśnie nie takie zachowanie jest ludzkie, poprawne? Czy to nie my, cywilizacyjna opozycja, nie zostaliśmy niewłaściwie wychowani w nienaturalnym trzymaniu nerwów na wodzy?

Ze zdecydowanych plusów, jako końcowa łyżka miodu w beczce recenzyjnego dziegciu- estetyka strony wizualnej, jej niezwykła plastyczność i momentami nawet pewna poetyckość obrazu. Kadry są kolorystyczne i kompozycyjnie przyjemne, obsada odpowiadająca wyobrażeniom postaci, a barwna i ciepła scena pogrzebu, mimo okoliczności, budzi dziwny rodzaj radości, zasłużony spokój.

Film można kochać z całego serca, można go również z całego serca nienawidzić; może budzić niesmak i podziw w identycznym stężeniu. I to jest właśnie jego największą wartością- będąc sprawnie funkcjonującą rozrywką jest także bodźcem do pewnego rachunku sumienia.

skopiuj url:

Partnerzy