Recenzje

Rozebrani do szpiku tożsamości

Film: "Moonlight"

Autor: Wiktoria zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Małe-wielkie pytanie o to kim jesteśmy

Moonlight dotyka tajemnicy formowania się ludzkiej tożsamości: na ile jest ona z góry zdeterminowana, a na ile tworzy się w nas i rozwija pod wpływem innych? Pyta: ja, czyli kto? I przez to małe-wielkie pytanie ma nam uświadomić z jakim trudem przychodzi nam udzielić na nie odpowiedzi, bo często niewiele o sobie samych wiemy.Ta niewiedza jest największym dramatem w dzieciństwie Chirona. Główny bohater nowego dzieła Barrego Jenkinsa za nią właśnie regularnie dostaje baty, bo w miejscu, w którym przyszło mu się urodzić kiedy on jeszcze niczego o sobie nie wie - inni wiedzą o nim już wszystko. Akcja dzieje się bowiem na terenie jednego z najbardziej społecznie zdefaworyzowanych obszarów w Stanach: czarnej dzielnicy nędzy w Miami, o mimowolnie szyderczo brzmiącej nazwie Liberty City. W Moonlight reżyser przenosi nas do świata dorastającego w niej czarnego chłopaka.

Imię - symbol

W filmie, który jest adaptacją sztuki teatralnej autorstwa Tarella McCraneya, jednym z wielu ukrytych symboli jest imię głównego bohatera. Chiron występuje w mitologii greckiej, gdzie podobnie jak jego imiennik z filmu Jenkinsa rodzi się inny od wszystkich - w mitologii jako centaur, w filmowej rzeczywistości jako homoseksualista. Matka w pierwszym, jak i drugim przypadku przerażona odmiennością swojego potomka odrzuca go, a ten wychowuje się w samotności, czego rezultatem są późniejsze problemy z komunikacją i zagubienie w świecie, w którym chłopiec nie ma nikogo obok siebie. Dla mitologicznego Chirona dopiero spotkanie z Zeusem, który jako jedyny zdołał się z nim porozumieć jest początkiem procesu dorastania. W filmie zaś Mały, jedno z wcieleń Chirona dorasta pod opieką Juana i Teresy, jak karmiony przez tesalską klacz Chiron.

Techniczne mistrzostwo

Udany casting owocuje płynnością przejść między trzema wcieleniami głównego bohatera, jak i niezwykle ciekawymi kreacjami aktorskimi ról drugoplanowych.Szczególną uwagę zwróciłabym nie tyle na zdobywcę Oscara, Mahershala Aliego, lecz na Naomie Harris, która wciela się w rolę dysfunkcyjnej matki i która w scenach narkotycznych uniesień swojej bohaterki gra brawurowo, przypominając nieco Ellen Burstyn w Requiem dla snu Darrena Aronofsky’ego.Prawdziwą ucztę reżyser serwuje w dwóch scenach konfrontacji pomiędzy matką, a synem, podając nam nieme krzyki zatopione w symfonii dźwięków, otulone raz różowo-niebieską neonową poświatą, raz jasnym, dziennym światłem. Wspaniałe przejścia pomiędzy ciszą, a dźwiękiem mieszają uczucie pustki i emocjonalnego apogeum, zamieniając je rolami i znaczeniem, bowiem gdy dzieje się najwięcej, gdy serce bohatera krzyczy ze złości, wokół pobrzmiewa głucha cisza, a gdy jest spokojne, muzyka rozlega się w całej swej okazałości.Na brawa zasługuje również odtwórca roli Chirona w drugim wcieleniu, Ashton Sanders, który mierząc się z niełatwym przecież zadaniem - wyrażenia poprzez swoją grę wielkiej, nieco mrocznej siły buntu i jednocześnie delikatności chłopca pragnącego miłości - genialnie dał sobie radę!Zdjęcia, których autorem już po raz drugi w projekcie Jenkinsa zostaje James Laxton to wspólnie z kompozycjami Nicholasa Britella najmocniejsza strona tego dzieła.Paleta barw jaką twórcy nakładają na zdjęcia w postprodukcji waha się między pastelami, a mocnymi neonowymi tonami. Cała ta zabawa kolorami i klasycznym, prawdziwie wysublimowanym dźwiękiem nadaje tej ciemnej, brudnej opowieści blasku i artyzmu.Gra kamery pozwala nam doświadczać tej historii tak, jakbyśmy cichutko stąpali tuż za głównym bohaterem, pozwala usłyszeć jego oddech, zobaczyć każde zmartwienie i wspólnie z nim zamyślić się na moment. Oscar w mojej opinii, należy się tu Laxtonowi za wspaniałą podróż, w którą operator zabiera nas ze sobą. Gra świateł, mistrzowsko dopracowana jest nawet w scenie, w której Chiron wysiada z auta pod restauracją, w której teraz pracuje jego najbliższy przyjaciel. Na jego plecach delikatnie odbija się cień liści drzewa - uzyskany dzięki ustawieniu lampy na jego gałęziach - a on sam poruszając się sprawia, że odbity obraz na jego koszuli zdaje się tworzyć osobne widowisko dla naszego oka, wspaniały teatr natury.

Subtelna siła rażenia

Moonlight jest skromną sztuką, utrzymaną w artystycznej konwencji. Proponuje nam historię skrojoną w trzech aktach i swoją fragmentaryczną fabułą sprawdza nasz odbiór. Bada naszą wrażliwość, empatię i czułość. Dopytuje, czy naprawdę mamy świadomość wagi przedstawionych problemów? Czy liczymy się ze słowami mówiąc o naszej tolerancji? Czy wreszcie, naprawdę rozumiemy każde wcielenie Chirona, każdą maskę, jej istotę i to co kryję się tuż pod nią?Co ciekawe, nie pyta przez słowo. Szczególną wartość ma tu obraz. Twórcy bardzo mu ufają, wierząc, że wyraża o stokroć więcej, niż dialogi. Ufają zresztą bardzo słusznie, bo dzięki temu udaje im się uchwycić istotną myśl: niewypowiedziane nie znaczy nieuświadomione.Dzięki temu całość wydaje się niemal nas zapraszać do spojrzenia na przedstawianą historię jak na podróż w głąb nas samych, do samego środka naszego człowieczeństwa, do tego co nas zbudowało - z kamienia, bądź z kropli łez. Do tego co w świetle księżyca nie może się ukryć - co być może w nas mieszka, a o czym sami jeszcze nie wiemy.

Kopalnia uniwersalnych wartości

To nie jest film, wobec którego można przejść obojętnie, wyceniając go według kryterium dziesięciu gwiazdek na portalu filmowym i wrzucając do jednej z szufladek z podpisem “dobry”, albo “zły”. Nie można mu odmówić unikalności i ważkości wśród wielu dzieł światowego kina, ale przede wszystkim znaczenia, jakie powinien odegrać na polu dyskusji społecznej. Oczywiście - można mówić, że nie ma o czym rozmawiać, kpić i sugerować, że połączenie problemów czarnoskórych i homoseksualistów, półsierot i dzieci z dysfunkcyjnych rodzin jest skrojone idealnie pod wyniesienie worka nagród z największych światowych festiwali i utkane z cynicznej potrzeby zarobienia na poruszeniu kontrowersyjnego tematu. Jednak myśląc w ten sposób zamyka się oczy na główny problem ukazany w tym filmie, problem z którym boryka się absolutnie każdy człowiek - trudność określenia naszego własnego “ja”, którego przecież każdy z nas stale szuka i nie ważne ilukrotnie się go wypiera, ta prawda do niego powraca i o sobie przypomina. A przypomina głównie o tym, że w jej obliczu, w obliczu samego siebie nie mamy się czym zakrywać, jesteśmy zupełnie nadzy, rozebrani do szpiku własnej tożsamości.

Pośrodku własnego Atlantyku

Dla ucha i oka niewątpliwie Moonlight będzie arcydziełem, lecz w głodnym emocji sercu pozostawi niedosyt. Podczas seansu nie wzruszą nas dialogi, ani ujęcia, które choć ocierają się o techniczne mistrzostwo, nie są emocjonalnie poruszające.Porusza jednak krzywda jaką społeczeństwo i konwenanse czynią całym rzeszom ludzi od nich odmiennych. Wzruszą nas też myśli i pytania krążące po głowie podczas projekcji i długo po niej. A łzy? Łzy popłyną dopiero w ostatnim ujęciu, w chwili, w której patrząc prosto w oczy Małego uświadomimy sobie, że my również powinniśmy poszukać nas samych, w naszym własnym Miami, w centrum naszego świata, pośrodku naszego własnego Atlantyku.

 

skopiuj url:

Partnerzy