Recenzje

Miasto Psów szczerzy kły

Film: "Dogville"

Autor: Maria zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

„Psy można wiele nauczyć , ale nie jeśli będziemy im wybaczać ich złą naturę" mówi ojciec do Grace w końcowej scenie filmu. I tak samo jest z filmografią Larsa von Triera. Duński reżyser wbrew opiniom krytyków nie jest demiurgiem - moralistą stwarzającym nowe rzeczywistości ad hoc, by dopasować je do swojej wizji. Wciela się raczej w rolę precyzyjnego diagnosty i obserwatora świata. Skandynawski twórca, niczym chirurg obdziera ze skóry zachodnie poczucie moralnej stabilizacji, by skalpelem przeciąć naszą wiarę w możliwość osiągnięcia etycznej homeostazy. W istocie operacja to trudna, a sam von Trier nie ułatwia sobie zadania, bo przecież tworzy wielkie kino nieufności w człowieka.

Oto Dogville, małe amerykańskie miasteczko próbujące przetrwać czasy Wielkiego Kryzysu. Prości ludzie i proste, ale szczodre serca. Przynajmniej w ich własnym mniemaniu. Miejscowy filozof - amator Tom (Paul Bettany), twierdzi, że to tylko fasada, a miasto potrzebuje "prezentu", który odsłoniłby jego prawdziwe oblicze. Prezentem okazuje się być przybycie Grace (Nicole Kidman) - tajemniczej piękności poszukującej schronienia przed ścigającymi ją gangsterami. W zamian za gościnę Grace decyduje się wykonywać drobne prace na rzecz społeczności. Początkowo nieufni mieszkańcy Dogville, zaczynają wykorzystywać dobroduszność przybyszki i obarczać ją coraz cięższymi zadaniami. Granica zostaje przekroczona, gdy dochodzi do pierwszego gwałtu.

Von Trier opowiedział historię o banalności zła. Rozwiązał proste równanie, które przeraża pospolitością: dajcie trudne warunki i bezbronnego człowieka skłonnego by poświęcić wiele, a my damy wam ofiarę. Ofiarę i zło, ale nie oczywiste zło w najczystszej postaci, raczej to, które kryjąc się w zakamarkach ludzkiej duszy często zostaje usprawiedliwione przez okoliczności. Nigdy nie nazwalibyśmy mieszkańców Dogville jednostkami niezdolnymi do moralnych zwycięstw. Czy Vera (Patricia Clarkson),choć uwięziona w nieudanym małżeństwie, nie jest w stanie poświęcić wszystkiego dla swych dzieci? A Jack McKay (Ben Gazarra)? Pomimo postępującej ślepoty wciąż potrafi odnaleźć metafizyczne piękno Dogville. A jednak, przegłosowane miłosierdzie się nie sprawdza. Okoliczności pozostają nieubłagane. No właśnie, okoliczności. Na ile zmieniają wagę czynów? Jak mówi ojciec Grace "usprawiedliwiamy ludzi powodami, którymi nigdy nie usprawiedliwilibyśmy siebie". Ustami gangstera, von Trier nazywa problem podwójnych standardów moralnych typowo zachodnią arogancją. Bo kim jesteśmy, by stawiać swoje możliwości moralne wyżej w hierarchii? To także charakterologiczny paradoks Grace- brawurowo odegranej przez Nicole Kidman. Grace w jej wykonaniu to sprzężenie pierwotnej niewinności i podskórnej seksualnej kobiecej siły. To bohaterka typowo vontrierowska, pełna dziewczęcego wdzięku i dziecięco wierna. Świat w porównaniu do kogoś tak nieskazitelnie czystego zawodzi podwójnie. Przecież wierzymy, że koniec końców dobro zwycięża. I w jakiś przewrotny sposób zwycięża też u von Triera. Bo może unicestwienie takich miejsc jak Dogville jest złem koniecznym do wykonania, by zapanowało dobro? To wydarzenie stawia jednak na szali kondycję moralną Grace, w ogóle ludzi. Udowadnia, że nie ma czegoś takiego jak dobro doskonałe, a człowiek doprowadzony do ostateczności, nie zawaha się. Przybyszka nie tylko staje się chodzącym ucieleśnieniem chrześcijańskiego mitu o nadstawianiu drugiego policzka, ale i za jej przyczyną dokonuje się desakralizacja roli ofiary. Przecież silny kompas moralny bohaterki i niemal bezdenna przestrzeń empatii doprowadziła do zguby całego miasta. Ofiara zamieniła się w oprawcę.

A jaka była w owym procesie rola Toma Jr. Edisona (Paul Bettany)? Etatowy moralista Dogville wydaje się uosabiać bezradność rozumu w obliczu niepoznawalnej ludzkiej natury. Ponadklasowy eksperyment, którego jest inicjatorem uruchamia w mieszkańcach Dogville wygaszone zło. Jednocześnie, Tom jest tak samo dotknięty przez skutki owego badania jak reszta społeczności. To właśnie w jego stronę pada znamienne pytanie zadane przez Grace: „Boisz się, że jesteś tak ludzki?”. W istocie, to też metajęzykowy apel von Triera do ludzkości. Reżyser zdaje się pytać, „czy naprawdę jesteście pewni, że wy nigdy się tak nie zachowacie? Czy wasze moralne fundamenty są na tyle wytrzymałe?” . Paul Bettany nie miał łatwego zadania. Nakreślony grubą kreską Tom odstrasza patetycznym stylem bycia i moralną hipokryzją. Aktor w swej kreacji balansuje na granicy arogancji, i choć nigdy jej nie przekracza, utrwala widza w poczuciu etycznego dyskomfortu.

Autorskie rozliczenie reżysera ze stoicyzmem rozgrywa się też na poziomie formy. W geście charakterystycznym dla von Triera, filmowa przestrzeń dzieli się na rozdziały okraszone krótkim odautorskim streszczeniem. Całość układu fabularnego jest zaś obserwowana okiem ironicznego, choć w gruncie rzeczy sympatyzującego z Dogville narratora. Z tej perspektywy, historia Grace wydaje się przypominać baśnie czytane dzieciom na dobranoc – o uniwersalnej naturze i silnym wydźwięku etycznym. Jednak reżyser idzie o krok dalej. Filmowa przestrzeń Dogville to ogromna hala z kilkoma rekwizytami i białymi liniami narysowanymi na betonie, które imitują mapę lub plan miasta. Teatralna forma osadza nas w świecie „na niby”. Nic tu nie dzieje się naprawdę. Brakuje okien, klamek, ścian. Nawet istota psa składa się tylko z wytartego konturu. Bazując na umowności scenografii, von Trier odsłania swych bohaterów i ich wzajemne korelacje. Oni zaś nie mają się gdzie skryć, choć jednocześnie nie mogą opuścić ram konwencji. Zabieg ten nabiera najbardziej dramatycznego tonu w scenie pierwszego gwałtu. Członkowie społeczności Dogville są nie tylko tam uwięzieni, ale i odsłonięci. Ów świat -przepełniony iluzją do granic, jednocześnie nie mógłby być bardziej prawdziwy. W tym procesie ważną rolę odgrywa muzyka. Instrumentalny motyw z Vivaldiego, początkowo zwodzi obyczajowym charakterem, by w końcu ujawnić cały mrok lepiący się w ludzkości.

Fascynuje też poczet vontrierowskich bohaterów drugoplanowych - nakreślonych grubą kreską i czerpiących pełnymi garściami z mitu o amerykańskim tyglu kultur, a jednocześnie tak łatwych do rozpoznania wśród naszych sąsiadów. Historia każdego z nich mogłaby być kanwą dla kolejnej opowieści. Kto nie zadawał sobie w trakcie seansu pytania skąd w Jacku McKay owa wrażliwość na światło, albo jak doszło do fatalnego mariażu Very i Chucka (Stellan Skarsgaard)? Świat wykreowany w Mieście Psów nie daje łatwych odpowiedzi i mnoży wątpliwości, by jeszcze mocniej wpleść nas w sieć wzjamnych filmowych zależności.

"Dogville" to także konfrontacja na płaszczyźnie "natura i kultura". Ten temat jest wciąż bardzo bliski von Trierowi (poruszany później choćby w "Melancholii" czy "Antychryście"). Człowiek będąc tworem natury, stworzył kulturę, która w jakiś sposób reguluje jego pierwotne popędy. Tym samym, ludzie stali się więźniami swojego własnego wynalazku. Jednocześnie, kultura zapewnia podstawy moralne, a więc pozwala rozróżniać dobro i zło. W metafizycznej dyskusji pomiędzy Grace a jej ojcem pada znamienny dialog: „Grace: Psy robią to, co każe im natura. Ojciec: Psy można wiele nauczyć, ale nie jeśli będziemy im wybaczać ich złą naturę” . Duński reżyser zdaje się opowiadać po stronie tego drugiego stanowiska. Zmusza przecież widza do rozszyfrowywania kulturowych nawiązań przez cały czas trwania filmu - począwszy od nazwy głównej ulicy Dogville zaczerpniętej, skończywszy na reinterpretacji mitu o Niobe w historii Very.

Lars von Trier określił "Dogville" jako pierwszą część trylogii o Ameryce (czym wzbudził niemałe oburzenie, bo reżyser nigdy USA nie odwiedził), czego symbolem była seria zdjęć dyskutujących z ideą American Dream pod koniec seansu. Ale akcja filmu mogłaby dziać się wszędzie. Paradoksalnie najlepiej znał naturę Dogville ten, który pierwszy zdradził jego obłudną twarz - Chuck. Zadał przecież Grace to pytanie:"Dogville nabrało Cię już?" Dzisiaj przed każdym z nas stoi ten sam dylemat -, „Czy JA też dałem się nabrać”? Dictum ac factum- "powiedziane i zrobione"- ten napis widnieje nad wejściem do kopalni w Dogville. Natrętnie przypomina, że podstawy naszej dzisiejszej filozofii łatwiej jest wygłosić niż wykonać. Tak tworzy się kino moralnej wątpliwości.

skopiuj url:

Partnerzy