2016

Kamera zanika

Film: "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni"

Autor: Mieszko zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

                     Cristian Mungiu stworzył film, który śmiało można określić jako ulotny smak kinematografii. Rumuńskiemu reżyserowi udało się uchwycić w filmie to co jest bardzo ciekawe w tej branży - zrobił film ,który nie jest odpowiednikiem scenariusza w skali 1:1. Niby wszystko co miało być nakręcone , zostało nakręcone , wszystko co miało być zagrane,zostało zagrane, lecz jest w tym filmie coś ulotnego,coś czego nie umiem zdefiniować,ale obecność tego w filmie jest niezbędna w końcowym odbiorze dzieła. Film ma charakter na pozór chłodny i surowy, a zarazem jest to film niezwykle przemyślany i inteligentnie zrealizowany.

                    Film nie ma skomplikowanej fabuły. Jedna z rumuńskich studentek Gabita (Laura Vasiliu) zachodzi w niechcianą ciążę. Otoczona surowymi realiami Rumuni ,pod rządami komunistów, decyduje się na usunięcie ciąży. Dla młodej Rumunki jest to jedyna opcja ,która w tej sytuacji uchroni ją przed wydaleniem ze studiów i wyrzuceniem z akademika.W takich okolicznościach Gabita prosi o pomoc przyjaciółkę Otilię (Anamaria Marinca) dzielącą jej pokój. Otilia decyduje się pomóc przyjaciółce,jednak nie przypuszcza , że usunięcie ciąży będzie tak skomplikowanym zabiegiem,nie tylko pod względem samego wykonania ,ale od strony mentalnej i psychicznej. W ostateczności to ona aranżuje spotkanie z wykonawcą zabiegu,doktorem Bebe (Vlad Ivanov), wynajmuje pokój w hotelu czy pozbywa się zwłok przedwcześnie urodzonego płodu.

Oglądając “4 miesiące…” nie otrzymujemy relacji od samej osoby dokonującej aborcji, historia jest opowiadana z ujęcia przyjaciółki. Z kadrów bije szarość i wynikająca z niej bezradność młodych dziewczyn. I tutaj pokłony dla operatora - Olga Mutu , który kamerą przeszywa aktora na wskroś , tworząc niepowtarzalny klimat. Tam gdzie bohaterka staje się bezradna, kamera jest statyczna. Zaś tam,gdzie z kadru bije strach i chaos, ujęcia są kręcone “z ręki”. Dopełnia to obraz filmu, tym samym przybliżając nas do tego co w filmie najważniejsze - do bohaterów. Nagle znika bariera w postaci samej kamery ,czego skutkiem jest to ,że zaczynamy współgrać z bohaterem. Historia staje się coraz to bardziej nam bliska, coraz to bardziej intymna dla nas samych.

Wraz z rozwijającą się fabułą towarzyszy nam obraz państwa, w którym komunizm jest widoczny na pierwszy rzut oka. Władza zagląda w głąb życia bohaterów na każdym kroku, pozbawia ich jakiejkolwiek intymności czy osobistej wolności. Jako ,że konstrukcja filmu pozwala nam być przez cały czas maksymalnie blisko głównych bohaterek, możemy ujrzeć przeróżne formy inwigilacji jakie państwo stosowało wobec obywateli w latach 80. Codzienne ingerowanie władzy w osobiste życie pojedynczego obywatela możemy zobaczyć m.in. w scenie nadgorliwej weryfikacji tożsamości w trakcie rezerwacji pokoju w hotelu. Są to jednak sceny o charakterze dokumentalno-reporterskim, które widzimy czarno na białym. Jednak w filmie takiego typu najcenniejsze są sceny ,które przekazują nam rzeczywistość nie wprost, tylko w formie nieczytelnego impulsu, który musimy zinterpretować,aby poznać realia w których znajduje się bohater. Scena w której główna bohaterka przez blisko 10 minut siedzi przy stole ,w trakcie imienin matki chłopaka, jest właśnie cichym ,ale jakże wspaniale odzwierciedlającym obrazem monochromatycznej rzeczywistości. Młoda dziewczyna, której przyjaciółka jest właśnie w trakcie dokonywania aborcji, za którą grozi jej parę lat więzienia, czuje się niepewnie i nader niekomfortowo wśród tymczasowych,przymusowych współbiesiadników wchłoniętych przez komunizm. Albo chociażby przerwana próba skontaktowania się z Gabitą , spowodowana koniecznością przywitania się z ojcem chłopaka. Ciężko by było lepiej przedstawić mentalność społeczeństwa ograniczonego przez totalitarny ustrój polityczny. Wybiórcze sceny z filmu mogą stanowić, pewnego rodzaju dokument , w którym jest zawarta prawdziwa rzeczywistość przeciętnego obywatela w tamtych czasach. Oczywiście nie jest to film polityczny, jednak nie da się ukryć, że gdyby nie polityka, realia w jakich został on osadzony byłyby zupełnie inne.

Można śmiało stwierdzić ,że film w sposób delikatny (a zarazem sprecyzowany) wytyka różne wady komunistycznej rzeczywistości. W szczególności zauważalna jest niezwykła samotność głównych bohaterek.Wydawać by się mogło ,że jedynym wyjściem z tej samotności i bezradności jest coraz to większe zagłębianie się w nią i sfinalizowanie aborcji. Ani Gabita, ani Otilia nie wiedzą jakie będą konsekwencje podjętych przez nie decyzji, ponieważ nie mają praktycznie nikogo kto podałby im pomocną dłoń. Same muszą szukać rozwiązań , w obawie przed wszechwiedząca władzą. W ciągu jednego dnia, główne bohaterki zostają rozdarte emocjonalnie i upokorzone moralnie (m.in. wykorzystanie studentek przez doktora Bebe). Ciąg, rozdzierających psychicznie bohaterki, zdarzeń doskonale podsumowuje ostatnia scena w której Otilia mówi : “ Nie rozmawiajmy więcej o tym”.

                   Munigu nie stawia się na pozycji sędziego, nie ocenia czy to co zrobiły bohaterki filmu jest poprawne czy nie. Nie tworzy filmu o charakterze moralizatorskim. W tym przypadku postawił się w roli obserwatora, który po prostu przedstawia nam problem, rozpoczyna z nami dialog, który możemy podjąć lub nie. Biorąc na warsztat taki temat ,reżyser mógł śmiało stworzyć film popierający (lub krytykujący) aborcję, jednak w tym przypadku stoi on obok i nie zachęca do niczego. Film nie ma być bezdźwięcznym krzykiem nienarodzonego dziecka ,ani krzykiem wyrażającym beznadzieję sytuacji w jakiej znajdują się bohaterki. “4 miesiące…” jest filmem ,który chłodno opisuje daną sytuację ,a zarazem podświadomie wyrywa widza (przynajmniej w moim przypadku) z jego rzeczywistości i w jednym błysku wrzuca w mentalną pustkę.

skopiuj url:

Partnerzy