2016

O kobiecie, rowerzyście i mrówkach...

Film: "Pies Andaluzyjski"

Autor: Monika zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Chyba nie ma filmu, który w bardziej dosłowny sposób realizuje metaforę „fabryki snów” niż „Pies Andaluzyjski” Luisa Buñuela.

Jego genezy możemy doszukiwać w spotkaniu reżysera ze słynnym surrealistą Salvadorem Dalim, w czasie którego to mężczyźni mieli opowiedzieć sobie sny, których opracowanie możemy dzisiaj podziwiać na ekranie. W sennych wizjach twórców swoje źródło mają m.in. legendarne sceny przecinania oka brzytwą, czy mrówek wychodzących z dłoni.

Nie sposób się nie dziwić rzeszy krytyków „Psa Andaluzyjskiego”, bowiem film ogląda się trudno. Szereg następujących po sobie scen nastawia nas na oczekiwanie jakiegoś łączącego je spoiwa. Ostatecznie nic podobnego się nie pojawia, a widzowi przychodzi się zmierzyć z zadaniem skupienia uwagi na kilku absurdalnych i niezrozumiałych scenach. Ktoś mógłby też przypuszczać, że debiut Luisa Buñuela jest jedynie cyniczną próbą zaszokowania widza, który nie jest jeszcze przyzwyczajony do obcowania z brutalnością i nagością w raczkującej X Muzie, a czemu kilkakrotnie przychodzi mu stawić czoła podczas tego filmu. Dlaczego więc „Pies Andaluzyjski” jest wciąż tak chętnie oglądany?

Sądzę, że u podstaw fenomenu „Psa Andaluzyjskiego” znajduje się sama postać reżysera. Zastanawiające jest, w jakim stopniu pierwsze dzieło odcisnęło piętno na dalszej twórczości Hiszpana. Ile Beñuela z 1929 roku, kiedy odkrywał on Kino jako ujście dla wyobraźni surrealistów, możemy odnaleźć w „Aniele zagłady”, a ile w wieńczącym karierę „Mrocznym przedmiocie pożądania”?Warto chociażby spojrzeć na kolejną produkcję Buñuela „Złoty wiek” z 1930 roku, która jest o tyle ciekawa, że choć zawiera elementy enigmatyczności i absurdu debiutu surrealistów (sekwencja ukazująca życie skorpionów!), to oś fabularna filmu jest przynajmniej w pewnym stopniu widoczna, a w filmie można dostrzec motywy, które będą towarzyszyły hiszpańskiemu reżyserowi do końca jego twórczości (m.in. krytyka burżuazyjnego stylu życia).Mnogość motywów, które mają swoje źródło w „Psie Andaluzyjskim”, a które w późniejszych produkcjach hiszpańskiego reżysera odnajdywały nowe oblicze, nie może zostać pozostawiona bez komentarza. Przypomnijmy sobie chociażby sen, który w „Psie (…)” zyskuje rangę szkieletu i całej formuły filmu. Widzowie uczestniczą w transie, w którym pozbawione ładu i składu wizje następują bez żadnej logicznej przyczyny. Widzimy wspomniane już przecinanie oka brzytwą, scenę wypadku drogowego, napastowania seksualnego kobiety, czy zakończonego nad wyraz zaskakująco spaceru po plaży. Sen odgrywa również rolę nie do przecenienia w „Piękności dnia” z 1965 roku. Głównej bohaterce, granej przez Catherine Deneuve, nocne mary ukazują kształt jej ukrytych pragnień i namiętności.Tematem na osobną rozprawę jest analiza sposobu widzenia relacji damsko-męskich przez Buñuela. Materiał do podobnych wywodów reżyser pozostawił nam ogromny: czy to mówimy o parze kochanków ze „Złotego wieku”, czy o obsesyjnej fascynacji Mathieu Fabera piękną Conchitą w „Mrocznym przedmiocie pożądania”. W filmie, który jest przedmiotem niniejszej recenzji, jak to nieraz u Buñuela bywa, w wielu scenach na pierwszy plan wychodzi żądza i miłość z gatunku eros. Najbardziej chyba zapada w pamięć scena, w której bohater z budzącym obrzydzenie podnieceniem obłapia starającą się mu umknąć bohaterkę. Co więcej, twórcy wykorzystują tu efekt inżynieryjny, tworząc kilkusekundowe obrazy nagości kobiety. Pomysłowi surrealistów nieraz zarzuca się cynizm i liczenie na tani rozgłos. Jakkolwiek by tego nie oceniać, warto pamiętać, że gdyby równolegle tworzący w USA, kolega po fachu Buñuela zdecydował się na realizację podobnego scenariusza, jedyne co mógłby zrobić, to pocałować klamkę urzędu haysowskiej cenzury.Bardzo ciekawym zabiegiem, jakim posługują się surrealiści jest zabawa z czasem. Pomiędzy poszczególnymi scenami widoczne są tabliczki informujące o zależnościach czasowych (np. „wiosną", „osiem lat później"), które nie mają najmniejszego znaczenia, a już na pewno nie pełnią roli porządkującej. Widz po raz kolejny zostaje wyprowadzony w pole, stając się jeszcze bardziej bezradnym wobec tego, co dzieje się na ekranie. Co również znamienne, brak w filmie tablic dialogowych, które w niemych produkcjach miały pomagać widzom w rozwikływaniu fabuły.Trudnym zadaniem jest dzisiaj ocenianie aktorstwa artystów niemych, ponieważ estetyka, którą przyszło im się posługiwać, nie jest dla współczesnych do końca zrozumiała. Chociaż niewątpliwie środki, którymi się posługują, takie jak egzaltacja i nadekspresja gestu, są w sztuce surrealistycznej bardzo użyteczne.Ogromną siłę oddziaływania ma w „Psie Andaluzyjskim” muzyka. Wagner, który miał w jak najwierniejszy sposób odtwarzać muzykę graną w niemych kinach, zdaje egzamin, zwłaszcza jako tło do abstrakcyjnych, sennych obrazów.Jestem w pełni świadoma, że wielu czytelników, którzy zdecydują się po „Psa Andaluzyjskiego” sięgnąć, po obejrzeniu filmu, będzie zniesmaczonych lub odejdzie w poczuciu zmarnowanych szesnastu minut. Pozostaje mi tylko dodać, że jestem skłonna to zrozumieć. Co jednak , jak sądzę, wyróżnia dzieło hiszpańskiego reżysera od niektórych innych filmów, to trwałe miejsce w historii i kanonie Kina, a co może iść za tym, czas poświęcony na ten tekst kultury nie jest zmarnowany, pozwalając nam sięgnąć do korzeni tych filmów, które dziś podziwiamy na ekranie i uważamy za wartościowe.

skopiuj url:

Partnerzy