2016

"Melancholijna powolność."

Film: ""Tylko kochankowie przeżyją""

Autor: Magdalena zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Powolny upadek człowieczej moralności, ludzki intelekt sięgający nieskończonego dna i degradacja kultury mozolnie tworzonej od zarania dziejów. Świadkiem wyżej opisanego procesu jest każdy z nas, żyjących w XXI wieku, córek i synów postępu technologicznego. Nikt z nas nie był jednak obserwatorem historii dziejów gatunku ludzkiego, nikt z nas nie widział, jak świat powoli zmierza do wcale nie tak teatralnej, jak mogłoby się wydawać, samozagłady.

Widzami tego ludzkiego przedstawienia dane było być jednak Adamowi i Ewie, dwójce bohaterów filmowego dzieła Jima Jarmuscha pod nieco przesłodzonym, lecz idealnie oddającym główny przekaz filmu tytułem "Tylko kochankowie przeżyją". Kochankami są wspomniani wcześniej właściciele imion nieprzypadkowo nawiązujących do Stworzenia Świata. By dobrze zrozumieć rolę absurdu z tym faktem związanego, należy wspomnieć, że bohaterowie są nikim innym jak wampirami. Reżyser tworząc ten film w 2013 roku daleki był jednak serwowania nam pastiszu komercyjnych produkcji, tak chętnie oglądanych w erze popkultury. Jarmusch dał nam obraz dwójki bohaterów, którzy w swym skazaniu na życie wieczne muszą poradzić sobie z procesem upadku tego na co patrzyli z większym lub mniejszym zainteresowaniem przez stulecia. Jedynym, co przez lata ratowało Adama i Ewę, była sztuka. On zatapiał się w muzyce, tworzył ją, oddawał się jej, ona - zaczytywała się w klasykach literatury, nie rozstając się z wybranymi dziełami. Są wyrafinowani, nie uciekają się do picia krwi mordowanych ludzi, starają się zdobywać ją w sposób "humanitarny", kupując napój w szpitalach. Ich nienasycenie nie objawia się, jak w sztandarowych produkcjach o wampirach głodem czy potrzebą zaspokojenia chuci, tylko potrzebą oddawania się sztuce, ciągłą chęcią życia nią. I to właśnie znaczy być wampirem u Jima Jarmuscha - kochać, wielbić sztukę, oddawać się spokojnej wegetacji. Kiedy jednak Adam zaczyna popadać w depresję, wywołaną przez przymus biernego patrzenia na upadek ludzkości, sprawy nabierają tempa. Do Detroit, gdzie mieszka nasz bohater, miasta idealnie wpasowującego się w jego duszę, miejsca zniszczonego, nasączonego melancholią i pustką, zmuszona jest przyjechać Ewa. Wampirzyca przybywa na ratunek ukochanemu z odległego Tangeru, gdzie spędziła ostatnie lata. Tempo rośnie jeszcze bardziej, gdy wspólny spokój kochanków zaburza przyjazd młodszej siostry Ewy, od którego to wydarzenia wynika wiele komplikacji. Mimo tych "zwrotów akcji", film przesiąknięty jest melancholijną powolnością, narracyjnym lenistwem, które nie każdemu może przypaść do gustu.

Aktorzy wydają się być dobranymi idealnie do swoich ról, bowiem nikt nie pasuje do wampirzej kreacji w taki sposób, jak Tilda Swinton i Tom Hiddleston. Kolejnymi elementami tej misternie tworzonej układanki zdają się być muzyka, tworząca niebywałe napięcie i przenosząca nas dokładnie tam, gdzie przemyślenia bohaterów przenoszą ich samych oraz zdjęcia, które są wysmakowaną artystycznie ucztą dla estetów.

Jim Jarmusch wprowadza nas do świata zblazowania, zmęczenia wiecznością, świata pełnego bólu egzystencjonalnego, świata nieuniknionej depresji. Ostatnie sceny filmu dają jednak wyobrażenie rzuconej przez reżysera iskry nadziei, jakby chciał nam przekazać, że ludzkość w swej historii nie raz upadała, a zaraz po upadku zawsze się podnosiła.

Dzieło to, po obejrzeniu, zostawia w umyśle widza niesamowite wrażenie zetknięcia się ze sztuką naprawdę wysokich lotów. Emocjonalna sieć jaka łączy bohaterów dotyka również i nas, a podczas seansu, mimo powolności narzuconej biegowi wydarzeń, widz staje się zahipnotyzowany każdą kolejną sceną. "Tylko kochankowie przeżyją" jest filmem, do którego wraca się nie tylko by zaspokoić swoje potrzeby estetyczne, ale także potrzeby czysto egzystencjalne, co tworzy mieszankę zasługującą na ogromne docenienie.

skopiuj url:

Partnerzy