2016

To Smarzowski - on może.

Film: "Wołyń"

Autor: Karol zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Wołyń. W momencie, w którym dowiedziałem się, że Wojtek Smarzowski zabiera się za ową tematykę, chwyciłem się za głowę. Autor Drogówki, Domu Złego czy też Pod Mocnym Aniołem - wyczerpawszy tym ostatnim na wskroś temat alkoholu, zabrał się za film o bestialskim mordzie. I nie chcę tutaj robić wykładu historycznego, jak wiele recenzentów tego akurat dzieła ma w zwyczaju, bo moja wiedza na ten temat jest wciąż stanowczo za mała, a sztuka nigdy nie powinna być podłożem do jakiejkolwiek indoktrynacji. Wracając do recenzji.

Wojciech Kilar, wybitny kompozytor filmowy i nie tylko, który do śmierci mieszkał w Katowicach, powiedział, że nie ma nic gorszego niż określić jakiekolwiek dzieło mianem fajnego. Nie ma nic gorszego niż nijakość. Czy to film, utwór, obraz, rzeźba - powinna ona wywoływać emocje skrajne - tak samo dobre, jak i złe. Ciężko mi powiedzieć, po której stronie skrajności stoi Wołyń. Pokazuje on, że najstraszniejszy w przyrodzie jest zawsze człowiek, bo (używając cytatu z filmu) „ zwierzęta się nie znęcają) i bez względu na to czy to Polak, Ukrainiec, Żyd czy Niemiec. Nie chcę się zagłębiać w technikalia. Mogę oczywiście powiedzieć, że montaż na przykład jest niczym z nowo falowych filmów Jeana-Luca Godarda - oczywiście celowo poszarpany, szybki, nie dający się skupić na tym co widzimy, wybijający z rytmu. Bo ten film przecież nie daje odetchnąć nawet na sekundę.

Michalina Łabacz - świetnie poprowadzona przez Smarzowskiego, grała odważnie, co skutkuje debiutem na poziomie aktora z 20letnim stażem. Arek Jakubik - jak zwykle niezawodny. Jego gra oczami w tym filmie, to ile tam widać emocji… Niesamowite.

Jedna rzecz natomiast, kolokwialnie już mówiąc, trochę mi „nie leży”. Nie jestem zwolennikiem pokazywania czegoś bardzo dosłownie i dosadnie, tylko dlatego, że kaliber filmu na to pozwala albo w tym wypadku „skoro nazywam się Smarzowski to mogę”. Mówię tu o scenach mordowania ludzi. I oczywiście film ten bez przemocy by się obył, chociaż wróć. To nie jest przemoc. Mówimy tutaj o obdzieraniu ludzi ze skór, paleniem żywcem małych dzieci albo przywiązywania poszczególnych kończyn człowieka do koni, które potem ruszają z impetem. To JUŻ nie jest przemoc. Ciężko się na to patrzy, o ile jest ktoś na tyle odważny, by nie odwrócić wzroku. To można pokazać inaczej, wytykanie jednak tego jako wady, nie byłoby dobre, bo to Smarzowski, on może. Zresztą Ci którzy chociaż trochę zgłębili się w historię Wołynia, wiedzą że było nawet i gorzej. Dlatego też, że nie leży mi to za bardzo, aczkolwiek wadą to nie jest.

Tak, polecę Wam wybrać się na Wołyń, ale żebyście zobaczyli go raz i nie oglądali go więcej. Raz w zupełności wystarczy, ale zobaczyć to dzieło powinien każdy, kto ma mocne nerwy i najzwyczajniej w świecie się nie boi. Bo to straszny film.

skopiuj url:

Partnerzy