2016

Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?

Film: ""Czułe słówka""

Autor: Alicja Okapa zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Zazwyczaj po obejrzeniu filmu można z łatwością w kilku zdaniach streścić jego fabułę. Z „Czułymi słówkami” jest inaczej. Film Jamesa L. Brooksa to wielowarstwowa i wielowątkowa opowieść o godzeniu się ze swoim losem oraz o wartości rodziny, nawet tej dysfunkcyjnej. To raczej niedzisiejsza propozycja dla cierpliwych widzów, gdyż mimo że, jest to film zabawny i groteskowy, momentami wydaje się po prostu nudny, a chwilami wzruszający i łzawy. Przede wszystkim jest jednak mądry i niebanalny.

Główna bohaterka Emma Horton (Debra Winger), pragnąc odciąć się od toksycznej matki Aurory ( wybitna Shirley MacLaine), młodo wychodzi za mąż. Jak się można było spodziewać, życie nie było dla niej nazbyt łaskawe. Kolejne ciąże, przeprowadzki, nadopiekuńcza i wiecznie krytykująca matka, problemy finansowe to główne zmartwienia naszej bohaterki. Fabuła może nie jest specjalnie wyszukana, Brooks pragnie jednak opowiedzieć nam o niewesołym życiu Emmy powoli i drobiazgowo.

Kolorytu „Czułym słówkom” dodaje postać sąsiada Aurory, emerytowanego kosmonauty, który przeżywa kryzys wieku średniego (w tej roli świetny Jack Nicolson). Namiętna relacja Aurory i Garetta, skrajnie różnych osobowości, budzi widza z sennej opowieści o nadwrażliwej żonie i zdradzającym mężu. Emma tkwi w małżeństwie i próbuje stwarzać pozory szczęśliwej żony i matki. Seans umila nam ciekawy motyw muzyczny Michaela Gore’a oraz rewelacyjna gra Winger, MacLaine i Nicolsona (dwoje ostatnich nagrodzonych Oscarem).

Kiedy film zdąży nas już znużyć, u Emmy zdiagnozowano nowotwór. Jej zachowanie to swoisty syndrom wyparcia. Uparcie powtarza sobie, że wszystko się ułoży, a ludzie zdrowieją. Jednakże jej życie nieuchronnie zmierza ku końcowi. Nie ma jednak rozpaczy, potoku łez czy ubolewania nad swoim losem. Zastępuje je dość chłodna kalkulacja, dotycząca przyszłości dzieci Hortonów.Jak mówi jednak stare porzekadło, nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Zamiast ckliwego zakończenia, Brooks podaje nam coś niezwykłego. Na łożu śmierci Emma nie narzeka na swój los, na to, że nie może wychować swoich dzieci czy na to, że przez całe życie jej matka nie pozwoliła jej na pełną niezależność emocjonalną i duchową. Ostatnie chwile swojego życia pragnęła spędzić jak najlepiej i zadbać o przyszłość trójki dzieci. Nie ma łez ani ckliwych pożegnań. I to właśnie najbardziej rozbraja. Ostatnie minuty „Czułych słówek” w dość nietypowy sposób zmuszają widza do uronienia łzy. I robią to dość skutecznie, zdecydowanie skuteczniej niż osławiony „Pamiętnik”.

Dzieło Brooksa, gdyż nie będzie przesadą użycie takiego określenia, to precyzyjne studium rodziny dysfunkcyjnej, opowieść o niespełnionych nadziejach, naiwności i braku wpływu człowieka na swój własny los. Trudno jest pisać o tym filmie, a jeszcze trudniej mówić, gdyż mimo tak powolnej akcji, pozostawia on ogromny mętlik w głowie. Podczas seansu widz odczuwa całą paletę emocji, od znudzenia, poprzez radość, po wzruszenie. Brooks stworzył film, na jakim mu zależało- opowieść o skomplikowanej relacji matki i córki. Zawarł w nim jednak znacznie więcej. Należy potrafić pogodzić się ze swoim losem i czerpać z życia możliwie dużo radości. Czasem może nawet lepiej jest żyć tak, jakby nic się nie stało. Kres jest nieunikniony, czy w takim razie warto tracić czas na umartwienie się, które nic nie zmieni? „Czułe słówka” to w pewnym sensie dwudziestowieczna interpretacja obrazu Paula Gauguina „Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”. W poszukiwaniu sensu być może pomogą „Czułe słówka”.

skopiuj url:

Partnerzy