2014

Dlaczego Miłość wzrusza?

Film: "Gwiazd naszych wina"

Autor: bomren8 zobacz co jeszcze skomentował ten użytkownik

Dlaczego Miłość wzrusza?

Po obejrzeniu filmu „Gwiazd naszych wina” byłam tak bardzo oszołomiona, że przez plączące mi się po głowie myśli, nie byłam w stanie zasnąć. Nie zachwycił mnie obraz, nie można go bowiem uznać za nic ponad rangą dobrego. Uderzyła mnie fabuła, nie przekazana tylko dosłownie wlana do serca. Powieść Johna Greena zekranizowana przez Josha Boona oparta jest na temacie starym jak świat. Bądźmy szczerzy, czytelnicy i widzowie mają raka powyżej uszu. A mimo to zdarzają się ludzie genialni, którzy potrafią ten motyw wałkować i nadal zachwycać.

Główna bohaterka, Hazel Grace Lancaster opowiada nam o przełomowym roku swojego życia, o wyrwaniu się z melancholii umierania. Kiedy miała 13 lat zdiagnozowano u niej raka tarczycy w czwartym stadium. Choć wydawało się, że nie ma już szans na wyleczenie, zdarzył się cud i przeżyła. Niestety rak zniszczył jej płuco. Niewydolność zmuszała ją do oddychania za pomocą aparatu tlenowego, który miał być odtąd jej nieustannym towarzyszem. Dzięki eksperymentalnemu lekowi udało jej się dożyć 17 roku życia, lecz co to za życie? Zażywanie leków na przemian z wizytami u lekarzy, badaniami i czytaniem jej ulubionej książki „Ciosu udręki” o Annie, chorej na białaczkę. Tak aż do chwili, gdy na spotkaniach grupy wsparcia poznała pełnego optymizmu, jednonogiego Augustusa Watersa, który od tej chwili nie dawał jej spokoju.

Nie podoba mi się punkt widzenia Hazel. Uważam jej postać za zbyt wyrafinowaną i dramatyzująca. Taka ocena jest nieczuła. Nie mam przecież prawa osądzać osób chorych na raka. Zgadzam się z tym. Jednak mój stosunek opiera się na porównaniu Hazel do innych umierających bohaterów filmu. Na kogo zmieniłabym więc narratora? Mimo mojej negatywnej opinii, nie zmieniłabym. Przeczytawszy genezę powstania książki „Gwiazd naszych wina” zrozumiałam wybór autora. Z początku miała być to opowieść Isaaca. To jednak niemożliwe. Jego punkt widzenia nie uwzględniłby znaczącej ilości uczuć związanych z głównym motywem historii, rakiem. Co zatem z Augustusem? Zrobienie go narratorem zniszczyłoby całą tajemniczość, na której opiera się jego postać. Dlatego Hazel, choć nie przypadła mi do gustu, jest najlepszym wyborem na narratora.

W tym temacie pojawia się pytanie. Co takiego ma w sobie Augustus Waters? Pół-cyborg, jak nazywa siebie w drugiej scenie. Kolejna ofiara raka. Taka ofiara, której choroba odebrała sens życia. Można się domyślić, że mimo bardzo symbolicznej sceny niszczenia pucharów przez Isaaca, koszykówka nie była Augustowi obojętna. To była jego życiowa pasja. Ale przyszedł rak i powiedział „odbieram ci ją”, wyżerając sportowcowi nogę. Jak na to zareagował? Nie wiemy. Ale niemożliwe jest by była to taka obojętność i pozytywne nastawianie jakie później prezentuje. Psychologia człowieka zmusza nas w takich sytuacjach do załamania. Przez większość filmu zadawałam sobie pytanie. Czy on to załamanie pokonał czy postanowił je zdenerwować? Odpowiedź była dołująca. Ale podświadomie wiedziałam, że innego rozwiązania nie ma. Skupmy się jednak na tym, jak Augustus żył. A żył dobrze. Jego dystans do siebie i do choroby, ciągły śmiech i ta towarzyszące mu motto: Jestem na kolejce górskiej, która jedzie tylko w górę, mój przyjacielu. Pocieszanie się symbolami i jedyny deklarowany strach, poza lataniem, strach przed zapomnieniem. Augustus to jeden z tych popularnych, zabawnych chłopców, których wszyscy lubią. Wymarzony chłopak, śmiejący się na co dzień, a gdy trzeba opiekuńczy i troskliwy.

Sama historia miłości Hazel i Augustusa ma swoje wzloty i upadki. Zaczyna się oburzająco romantycznie (mówię o filmowym romantyzmie młodzieżowym), od pierwszego wejrzenia. Wpadają na siebie w holu kościoła, po czym oszołomienie sprawia, że Augustus potrąca wszystko na swojej drodze, natomiast Hazel świadomie czy podświadomie idzie przejrzeć się w lustrze. Banalna okropność. Co dzieje się dalej? Zakochany po uszy chłopak nie może przestać patrzeć na nowo poznaną koleżankę (takie zachowanie okazuje się później u niego naturalne), natomiast główna bohaterka gasi go przy najbliższej okazji, wykazując się niespodziewaną odwagą. Niespełna 10 minuta, a fabuła zmierza ku upadkowi, a tu nagle – odbicie od dna. Dalej romans przebiega wyśmienicie. Wprowadzenie rozmów telefonicznych, których jeszcze nigdy tak jasno i harmonijnie nie przedstawiono mi na ekranie, to płynne przejście we współczesne realia związków. Relacje między głównymi bohaterami nie przebiegają jednak sztucznie i nieciekawie. Tu piknik na wielkim szkielecie, podczas którego Augustus żartuje sobie z jednonogich prawiczków, tam szukanie domu dla huśtawki na portalu randkowym. Cały proces łączenia się ze sobą jest bardzo powolny, ale to nie przeszkadza. Dopiero po godzinie Augustus idzie z Hazel na pierwszą randkę do restauracji, a pocałunek pojawia się jeszcze później. Tu tempo zostaje przyśpieszone, ale nie w sposób w jaki robi się to we wszystkich romansach. Pocałunek i seks wydają się w reżyserii Josha Boona naturalnym następstwem. Poza tym jest to stosunek tak uroczy i niewinny, że nie przejdzie mi nawet przez myśl nazwania go grzechem, zwłaszcza gdy widać na ekranie zaplątaną w bluzkę rurkę do oddychania.Warto podać jeszcze jeden rodzaj miłości, który pojawił się w filmie. Mniej wyrazisty i zauważalny, nie tak wzruszający i wyciskający łzy, ale dla uważnego widza uderzający. Chodzi mi tu o miłość matki do dziecka. I nie trzeba tu samotnej rodzicielki, która całe serce oddaje choremu. Relacje w rodzinie Grace są wesołe i naturalne. Ojciec nie jest pobłażliwy dla chorej córki, żartuje z niej, gdy ta umartwia się nad swoją chorobą, a z drugiej strony bardzo o nią dba, co okazuje w rozmowach z Augustusem. Związek rodziców Hazel jest silny i równie romantyczny, co związek młodych. Scena na lotnisku po powrocie Hazel z Amsterdamu zasługuje na czułe westchnienie. Nie ma rozpaczy w domu chorej na raka. Lecz wszyscy są przygotowani. Mogłabym przewijać w nieskończoność scenę, w której Hazel zostaje przyniesiona na rękach ojca do szpitala, albo momenty, w których zawołana przez córkę Frannie przybiega ze strachem w oczach, czy jest zajęta w kuchni czy właśnie bierze prsysznic. I choć sama Hazel boi się, że jej choroba pochłonęła matkę, ja nigdy nie widziałam w niej osoby nie mającej poza tym życia. Mimo wszystko widzę w niej cierpienie i cytuję: Jedyną rzeczą gorszą od chorowania na raka jest posiadanie dziecka, które choruje na raka.

Film jest dla mnie jednak czymś więcej niż „nauką kochania”. Jest w nim pełno dystansu. Nabijanie się z bonusów rakowych i serca Jezusa sprawia, że widz zbliża się do bohaterów. Brak komedii byłby sztuczny. Oprócz tego historia pełna jest nawiązań kulturowych, a bohaterowie to bardzo inteligentni ludzie. Przeciwieństwo stereotypowych Amerykanów, którzy zastanawialiby się czy risotto z marchwią to jakiś belgijski żarcik. Poza tym w końcu wyjaśniano mi sens zdania to nie jest fajka. Większość scen, poza wspominanymi banalnymi wpadkami, jest bardzo naturalna. Najbardziej zadziwiało mnie to w scenie rzucania jajkami w dom byłej dziewczyny Isaaca, kiedy to Hazel przewraca się plecak z tlenem.

W całej opowieści jest tylko jeden negatywny aspekt. Chodzi mi tu o zestawienie Hazel i Augustusa, które w kontekście jego niesamowitego charakteru, wydaje się kiepskie. Trochę jak we wszystkich filmach z Ledonardo DiCaprio. Nastoletnie podejście do romansów zniekształca ich romantyczność. Czy gdybym miała 50 lat a to szczęśliwe i naiwne nastawienie do życia wydawałoby mi się dziecinne, czy z jeszcze większym wzruszeniem postrzegałabym miłość w „Gwiazd naszych wina”? Czy właśnie ta młodość, która stwarza absurdalną zazdrość, nie powoduje także większego współczucia? Czym bowiem jest dla mnie ten romans, skazany od początku na katastrofę, przesadnie romantyczny, pełen kiczowatych i uroczych scen? Z jednej strony paradoksalną prawdą o związkach, z drugiej przekonującym rozwiązaniem problemu niemożliwości. A co wyciska łzy? Rozpacz i nadzieja, płacz po stracie życiowej podpory, a potem największy sukces Augustusa – trwający uśmiech na twarzy Hazel.

skopiuj url:

Partnerzy